FORUM.mazury.info.pl - Absolutnie wszystko o Mazurach


Forum MAZURY.INFO.PL Strona Główna Forum MAZURY.INFO.PL
założone 15 maja 2008r.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: mazury.info.pl
2018-10-04, 17:00
Forumowy Rejs Bałtycki 2019
Autor Wiadomość
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-22, 22:40    [Cytuj]

szg napisał/a:
Tobo napisał/a:
Do każdego rejsu morskiego (turystyczny, regaty, przeprowadzenie jachtu itp.) prowadzący wystawia załogantom opinie, które są udokumentowaniem stażu......

No z całym szacunkiem ale raczej chyba nie. Prowadziłem wiele albo nawet bardzo wiele rejsów morskich turystycznych i ich celem nie było zdobywanie stażu do patentów a opinię o mnie wyrażali załoganci w tawernie :roll: .


Grzesiek, celem rejsu nie jest opinia. Jednak jej wystawienie w formie papierowej na tegoż rejsu zakończenie jest elementem dobrej praktyki morskiej, z całym szacunkiem dla rejsów przez Ciebie prowadzonych.
 
 
emilprince

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 02 Lut 2018
Posty: 17
Skąd: Wola
Wysłany: 2019-04-23, 00:36    [Cytuj]

a wy tylko te papiery i papiery a mi już się marzy następny rejs :-P
 
 
kjar2

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 23 Gru 2009
Posty: 68
Wysłany: 2019-04-23, 08:33    [Cytuj]

Jestem bardzo zadowolony, że mogłem z wami płynąć. Pomimo tak różnych charakterów tworzyliśmy zgraną załogę nie tylko do żeglowania :-) . To czego się nauczyłem na pewno jest ważne ale to, że spotkałem tak fajnych ludzi -bezcenne. Mam nadzieję, że jeszcze popłyniemy.
 
 
<|Tobo

Pomógł: 46 razy
Wiek: 43
Dołączył: 04 Cze 2015
Posty: 3247
Skąd: ok.Łomży
Wysłany: 2019-04-23, 21:51   Forumowy Rejs Bałtycki 2019 - osobista relacja subiektywna [Cytuj]

Rejs 2019 tak naprawdę zaczął się dla mnie jeszcze w czasie poprzedniego forumowego rejsu bałtyckiego 2018. Wynajęliśmy jacht z kapitanem (właścicielem…) i to nie był dobry pomysł. Kilka sytuacji sprawiło, że postanowiłem – O NIE! Na następnym będzie tylko załoga forumowa! ,,Niestety’’ kapitan na łódce musi być jeden – wymyśliłem sobie, że będę to ja ;-) Od planów przystąpiłem do realizacji, czyli budowania, wzmacniania podstaw. To nie było tak, że tylko odwaga rządziła. Wiele uczyłem się z różnych źródeł, nawigacji, praw morskich, zasad planowania rejsów, czytania prognoz pogody, odczytywania świateł, oznakowań statków itp. itd. We wrześniu 2018 kurs JSM z dość wymagającym i ostrym instruktorem, tuż przed rejsem dwudniowy kurs manewrowania na silniku na jachcie identycznej długości. Nie zapominam też o swoich 4 wcześniejszych bałtyckich rejsach, gdzie nie byłem na imprezie, tylko było żeglowanie i nauka… Czytałem słowa doświadczonego ponoć kapitana, że na morzu dla kapitana najważniejsze jest szczęście, przychylność „Ducha Morza” – może i coś w tym jest, jednak swojemu szczęściu chciałem dać porządne fundamenty. Jakkolwiek „Duch Morza” był z nami, dawkował swoje dary stosownie do mojego skromnego doświadczenia… Zaś ja dawkowałem trasy (bez forsowania jachtu i załogi), wybór manewrów (jak najprostsze, a skuteczne) świadomy swoich umiejętności i doświadczenia. Zagrało, cieszę się, zadanie wykonane. Co do załogi – to są bohaterowie! Popłynęli ze mną w pierwszy „kapitański” rejs – to wymagało odwagi, zaufali mi, nagrodą była dla każdego pamiątkowa statuetka, wg mojego pomysłu i wykonania. Ze wszystkich sił starałem się nikogo nie zawieść, zapewnić rodzinom, przyjaciołom porejsową radość przy wielkanocnym stole a nie rozpacz. Nawet jak czasem było ostro z mojej strony, to we wszystkim był cel i uzasadnienie. W sumie to dość paskudne, wszystko przewidziane, zaplanowe i zrealizowane, gdzie tu jakieś szaleństwo, przygoda ;-) ?? Raz jednak było ryzyko, ryzyko, które podjąłem wierząc w mądrość prawa morskiego i jego przestrzeganie przez innych…
Pierwszym oficerem był Emil – to nasz trzeci wspólny rejs, nieostatni na pewno. Z Emilem spotkałem się na swoim drugim morskim rejsie, dla niego to był pierwszy – jednak od tamtego czasu Emil przepłynął tysiące mil w kilkunastu rejsach – był wielką podporą ze swoim doświadczeniem. Wojtkowi – byłemu marynarzowi, od lat żeglującemu po zatoce też doświadczenia nie brakuje, wspierał najmocniej jak potrafił. II oficer Artur – jednocześnie skarbnik – wielkie wsparcie i wspomożenie w różnych decyzjach, podpora duchowa, jego wiara we mnie byłą większa niż on sam, to było pomocne. Każdy z załogi rwał się do pracy, nocne wachty nie były problemem mimo chłodu, nikt nie marudził przy kambuzie. A stres towarzyszył mi przez cały rejs...
Jacht wybraliśmy (tak, my wybraliśmy, bo większość decyzji była wspólna, po uzgodnieniach z załogą, oficerami głównie) z dobrej czarterowni, sprawdzony. Jakkolwiek - jak to niemłoda już łódka – kilka drobnych niedociągnięć miał, żadne jednak nie wpływało na bezpieczeństwo. Najważniejsze, że miał dwukierunkowy AIS, wszystkie statki widziały nas, my je widzieliśmy też. Bawarią 36 cruiser nie pływałem wcześniej, jak i z grotem rolowanym do masztu. Grot sprawiał nam z początku trochę trudności – był nowiutki, prosto z żaglowni – przez to sztywny i „uczył się” kształtu rolera. Na jachcie mieliśmy 3 niezależne nawigacje (jachtowy ploter przy kole sterowym, navionics w moim telefonie, navionics w dużym tablecie Emila), komplet map + locje portów. Miałem także wydrukowane z neta opisy podejść do możliwych portów. Do tego potrojone lornetki, potrojone radia (jachtowe z distress, ręczne moje i Emila). To tyle wyjaśnień co do przygotowań, podstaw i podejścia do bezpieczeństwa. Załoga i koledzy piszą o mnie dobre słowa, dziękuję, starałem się, jednak do „idealności” jeszcze długa droga i nie wszystko było idealnie co poniżej opiszę. Nauczyłem się także korzystać z rad, filtrować te dobre, płynące z doświadczenia i szczerej chęci pomocy. Wiem, że jak Artur puścił żart o awarii to mimo odległości – pomoc od forumowiczów by była za wszelką cenę. To było miłe.
Celem rejsu, takim trochę wynikającym z mojej upartości było Gronhogen, port planowy zeszłorocznego rejsu (z nieznanych mi do dziś przyczyn, kapitan w nocy zmienił cel, bez konsultacji ze mną – spałem), wiatr był sprzyjający właśnie na ten kierunek, z uwzględnieniem powrotu do PL. Celem rejsu było wrócić na czas do Gdyni w komplecie. Celem rejsu było wykonać przeskok przez Bałtyk i z powrotem, plan minimum. Jak to u p. A. Urbańczyka wyczytałem (pewnie coś przekręciłem): ,,kapitana nie pytają jakie miał wiatry, kapitana pytają czy dotarł do portu’’. Jakkolwiek słowo kapitan trochę mnie śmieszy – co innego jeśli mówimy o prowadzącym duży żaglowiec, bardziej pasuje mi słowo skiper, w Anglii jest prościej, po prostu master (pierwszy). W poniższej relacji skupiam się głównie na aspektach żeglarskich, technicznych. Miłego czytania!


Etap pierwszy Gdynia – Gronhogen , 178,64nm, 32h
Spotykamy się w Gdyni ok. 1300, za wcześnie – jacht zgodnie z umową dostępny od 1500. Był czas zjeść posiłek na lądzie, pogadać, odpocząć po podróży. Przede wszystkim to był jednak czas analizy prognoz pogody, decyzji gdzie płynąć, czy powrót będzie z wiatrem.
Odbieramy jacht, fotki i spisane dowody używania jachtu przez poprzednie załogi, podpisany protokół, sztauowanie, pogadanka o bezpieczeństwie (ze zwróceniem szczególnej uwagi na obsługę kibelka). Ustaliłem role przy odejściu, silnik miło zamruczał (wyjątkowo ekonomiczne urządzenie, o tym później), oddajemy cumy, bez pośpiechu odchylam dziób na szpingu rufowym, oddać szpring, obracam łódkę między główki i na morze! A te nie było zbyt miłe… Wiatr idealnie ze sprzyjającego nam kierunku, czyli „wmordewind” do tego 5B, fale pod 2 metry. Podjąłem decyzję o płynięciu na refach. Szybkość była duża, średnia ponad 6kn, jednak na refach jacht nie szedł ostro do wiatru, a halsować było trzeba. Halsować przez tory wodne, wśród statków… Na wysokości Helu trzeba było zrobić zwrot – szedł duży statek torem wodnym (bodajże nie jeden…), do tego po zwrocie cofalibyśmy się – decyzja szybka – wspomagamy się silnikiem do wyjścia za Hel, na sprzyjający kurs. Wiatr miał 5B, porywy do 6B, fala do 2m. Decyzja dobra, szybko wyszliśmy za półwysep, odłożyliśmy się na ustalony kurs i do samej Olandii szliśmy jednym halsem. Kurs ustaliliśmy tak, żeby nie iść zbyt pełno i wyjść powyżej południowego cypla Olandii. Z dwóch powodów –żeby tor wodny przeciąć za rozgałęzieniem (Kalmar, NE) możliwie pod kątem prostym i żeby w razie możliwej odkrętki wiatru było z czego odpaść zamiast halsować na uczęszczanych torach, blisko skalistych brzegów. Na screenie poniżej jest nasza trasa. Co prawda jacht miał AIS dwukierunkowy, dużo osób nas śledziło jednak zasięg (widoczność jachtu na trackingu w necie) to 15-20 nm (zasięg VHF), odpływając dalej od stacji brzegowych – znikaliśmy.
Droga do Olandi upłynęła szybko, przed Olandią wiatr spadł do 4B, jedna wachta rozrefowała żagle. Prędkość średnia stale oscylowała ok. 6kn. Po przecięciu torów kurs na kardynałki, zerkanie na mapy, dziwne uczucie gdy kardynałkę mijasz po nieodpowiedniej stronie, mimo świadomej decyzji, wiedząc, że oznakowanie jest pod duże statki, z zanurzeniem do 14m ;-) . Nie każda jednak była daleko od skał. Po minięciu trawersem latarni Olands sodra udde wyostrzyliśmy max na północ i wydawało się, że na żaglach bez halsowania dojdziemy prosto na tor podejściowy (linie nabieżników) Gronhogen. Wydawało się! Obserwując żagle, łódkę, ruch względem wody było fajnie, szybko płynęliśmy. Ale GPS pokazywał 2kn, do tego w pewnym momencie musieliśmy zmienić kurs o 45stopni w lewo żeby iść ostrym bejdewindem. W prawo zwrotu zrobić nie można było (tu tuż za kardynałkami skały, a ja przyjąłem strategię bezpieczeństwa, nie dokładania sobie dodatkowego stresu) a hals w lewo wydłużyłby nam znacznie czas i drogę. Praktycznie albo mogliśmy stać w miejscu, albo pływać w poprzek Cieśniny Kalmarskiej – to był mój pierwszy raz na morzu, gdy w żegludze należało uwzględnić prąd. Prąd nie był opisany na mapach, to był prąd powierzchniowy, związany z silnym stałym wiatrem północnym. Na silniku doszliśmy do linii nabieżników Gronhogen, łagodnym łukiem. Środek nocy, z daleka nabieżniki to była jedna plama (ciekawostka, że oba nabieżniki widzieliśmy wcześniej z drugiej strony Olandi, z dołu również). Po zbliżeniu się ok. 0,5nm światła dolne i górne zrobiły się wyraźnie oddzielne, pokazały mądrość oznakowania. W głowie miałem dokładną mapę podejścia, przed sobą duży tablet, jednak to nabieżniki nas prowadziły. Miłe, uspokajające uczucie gdy spodziewasz się za chwilę zielonej boi torowej i po kilku sekundach w ciemności dostrzegasz ją. Miłe uczucie gdy spodziewasz się prawej główki i jest! Kilka metrów od jachtu po prawej. Główki nieoświetlone. Po wejściu do portu wszystko poszło sprawnie. Wcześniej przygotowane były cumy, szpring dziobowy, odbijacze. Podejście longside, prosta metoda, skuteczna – pod kątem do kei, tuż przed keją skręt, desant kroczek na keję, zatrzymanie na szpringu dziobowym, doklejenie rufy i po wszystkim. Po założeniu wszystkich cum odstawiam silnik, wychodzę na keje i dopiero teraz czuję jak byłem zestresowany, wielka ulga. Wyglądając przez falochron między główki słyszałem szum wody na kamykach – prąd, jakby strumyczek sunął przez kamienie. No właśnie – kamienie – w najwęższym miejscu tor ma 15m szerokości, po obu stronach wystające skały, dobrze, że wchodziliśmy w nocy, czego oczy nie widzą… ;-) Doba odpoczynku, zwiedzanie i podziwianie pięknego Gronhogen. Opłata 200koron, w tym prąd, woda, śmieci, WC, prysznic… Toalety czyściutkie, zadbane, ciepła woda, ogrzewanie, bajka…
Etap 2 Gronhogen – Sandhamn 25,22nm, 8h
0515 oddajemy cumy, gładko poszło, już kilkanaście minut później odstawiamy silnik i pełnym baksztagiem na południe. Po pewnym czasie mamy fordewind (wiatr przy końcu Olandii jak widać lubi zmiany), zrzucamy więc grota – płyniemy wolniej, ale idealnie do założonego celu – wschodniej kardynałki, stąd kurs na boję torową, a z niej żegluga po linii nabieżnika. Nieprosta jednak, tor wąski – boczny wiatr i spora fala dawała nam z 10stopni dryfu – droga była więc zygzakiem. Około 0,8nm przed główkami portu była jedna jedyna sytuacja w czasie rejsu gdy miałem obawy co do słuszności decyzji. Po kolei. Po lewej stronie toru widoczne były duże pomarańczowe chorągiewki – sieci. Wiadomo, między kolorowe nie wpływamy. Jednak po prawej stronie od zielonej boi podejściowej też coś kolorowego pływało! Nie była to chorągiewka, nie była to boja torowa (chyba, że zdryfowana, połamana tyka). Wg mapy stała w miejscu wypłycenia 2,9m – to już za mało dla nas przy fali ok.1m i zanurzeniu 1,95m. Zaufałem przekonaniu, zasadom, że tor podejściowy nie może być przegrodzony (z wyjątkiem WJM, gdzie sieci, ich tyki wchodzą w tor , między boje…) sieciami. Dla pewności zwolniłem do minimalnej prędkości, tuż przed przejściem linii chorągiewka – „coś czerwonego” wrzuciłem bieg jałowy i … po chwili było po stresie. Za chwilę cumowanie, wiatr niestety wzmógł się znacznie, podejście było stresujące – kotwica wystająca przed dziób była idealnie na wysokości deski odbojowej nadbrzeża, podszedłem asekuracyjnie, za wolno, podmuch wiatru odrzucił dziób i trzeba było manewr powtórzyć – do tego z desantem nie z want tylko bliżej dziobu. W każdym razie cumowanie dość szybko, bez żadnych szkód i zgodnie z planem. W Sandhamn mieliśmy tylko zjeść obiad, szybki spacer i wio do PL. Jednak tu jest ślicznie, miło i do tego znów byliśmy pierwszym jachtem w sezonie – dostaliśmy upust… 100% . Toalety czyściutkie, zadbane, ciepła woda, ogrzewanie, bajka… To już było??? A no tak, to też Szwecja ;-)
Po analizie świeżych prognoz, obejrzeniu z główek zafalowania zaraz za nimi – decyzja po naradzie z I oficerem – zostajemy na noc. Wcześniej plan był na Łebę – prognozy wiatrowe i przewidywane halsowanie stamtąd do Gdyni przy słabiutkich wiatrach wybiło nam to z głowy. Decyzja na następny port – Hel. Korzystając z wolnego czasu sprawdziliśmy poziom paliwa nie wierząc wskaźnikowi, trochę kosztowało to czasu, mamy nowe doświadczenie w postaci jak montowane są cienkie rureczki od webasto do głównego zbiornika…
Pieszo odwiedzamy port Tornhamn – tu wejście to byłby wyczyn… Skały, skały, głębokość minimalna na długim torze nawet tylko 2m…
Etap 3 – Sandhamn – Hel - 149,3nm , 35,5h
0800 – opuszczamy Sandhamn. Wiatr do odejścia sprzyjający, odpychający (cumując przewidziane to było), więc gładko i szybko wyszliśmy. Za główkami spora fala, obroty silnika zwiększone żeby utrzymać kurs. Oczywiście chorągiewki od sieci są, „coś” na mieliźnie też, wiedząc, że tor jest wolny od sieci - tylko zmniejszyłem w „ciekawym” miejscu obroty i poszło na Hel gładko. Wiało dobrze, 5B, 4B, jeden hals. Tak było do ok. 0100 – wiatr spadł do 1-2B, a to trochę mało do sprawnej żeglugi… Czas nas nie gonił, nie miało znaczenia czy w porcie będziemy o 1000 czy o 2000. Podejście do Helu znałem, port dobry do cumowania nawet w nocy i sztormowych warunkach. Ten etap to czas wyraźnego ocieplenia, czas podziwiania piękna Bałtyku i rozgrywania szachów. Tak szachów – mijanie się z kilkoma statkami to takie szachy – kombinowanie na kilka ruchów do przodu, żeby bezpiecznie przejść za rufą lub baaardzo bezpiecznie przed dziobem (założyłem nie mniej niż 3 mile). Był też na tym etapie okres z wiatrem 1kn – wtedy praktycznie staliśmy. Było też mijanie armady pracujących kutrów (6 w zasięgu wzroku), dobre do obserwacji i nauki światełek.
Wejście do Helu ok.1800, bezproblemowo, chociaż jacht musieliśmy przestawić o jeden poler (za daleko do skrzynki z prądem ;-) ), to już tylko cumami. W Helu jak i rok temu – kibelki nieczynne, za to opłata niska 30zł (w tym prąd, woda, śmieci), port dopiero budzi się do życia z zimowego letargu. A jak Hel to i tawerna – podwójne urodziny (40 i 50), nagrody za odwagę dla całej załogi łącznie z pierwszym.
Etap 4 – ostatni – Hel – Gdańsk – Sopot - Gdynia , 27,85nm, 8,5h
Po długiej nocy rano zwiedzamy wraki przy Porcie Wojennym i 1125 oddajemy cumy.
Wiatru nie za wiele, dostaliśmy nawet od Neptuna przerwę obiadową – spadł poniżej 1kn, akurat było po za torami więc zjedliśmy obiad prawie stojąc w miejscu, obserwując ćwiczenia ORP Ślązak. Równo z końcem obiadu zaczęło trochę dmuchać i nasz cel – wejście do Nowego Portu w Gdańsku realizowaliśmy. Na wejściu mijanka z dużym statkiem, robi wrażenie… Tor tam zakręca i był moment gdy statek szedł prosto na nas, oczywiście kolos skręcił idealnie po swoim torze. Na wzgórzu pomnik Westerplatte, mijając go oddaliśmy hołd, wszyscy na burcie, wszyscy wstaliśmy, czapki z głów i okrzyk „chwała bohaterom”, jakoś tak dziwnie się zrobiło i coś w oczy szczypało, nie mnie tylko jak się okazało. Popłynęliśmy dalej, za Twierdzą Wisłoujście nawrót i do Gdyni. Rozdmuchało się 3-4B, 3 halsy i Gdynia, port końcowy Basen Żeglarski im.gen.Zaruskiego. Miejsce wolne przy „naszym” falochronie było tylko jedne, gładko weszliśmy między dwa jachty i po chwili było po rejsie. Wieczorem, w jachtowej mesie była pożegnalna kolacja przy której zaskoczenie – załoga dała mi pamiątkową statuetkę – miłe, naprawdę miłe! W końcu taki rejs ma się tylko raz w życiu.
Podsumowanie
Jestem szczęśliwy i wdzięczny losowi, że udało się pierwszy „kapitański” rejs dokonać bez żadnych szkód, bez większych trudności. Pomogła w tym zgrana załoga (w końcu wszyscy jesteśmy praktykującymi żeglarzami!), pomógł „Duch Morza” ;-) – wiatry mieliśmy bardzo sprzyjające, kursy mijanych statków sprzyjały bezpiecznym mijaniom. Pomogły też decyzje o wyborze portów na zawietrznych brzegach, wybór tras pod pływanie bez halsowania. Sukces rejsu to zasługa wielu czynników, wielu ludzi.
Rejs trwał 6 dni, z czego w morzu spędziliśmy 86h, przepłynęliśmy 381 mil morskich. Spaliliśmy 35 litrów oleju napędowego – tylko! Do manewrów, ładowania akumulatora (czasy pełnej pojemności serwisowy miał już dawno za sobą) oraz ogrzewania – zadziwiająco małe zużycie. Ani razu nie było sztormowych warunków, ani razu nie było czegoś po za kontrolą. Każdy wybór trasy, czasu startu był przemyślany. Pewnie zbyt asekuracyjnie refowaliśmy się (można było szybciej płynąć, dużo szybciej), mogliśmy płynąć bliżej skał, brzegów, ze statkami mijanki mogły być bliżej – jednak nie na tym etapie doświadczenia. Safety first! Tak było i postaram się żeby w każdym następnym rejsie było podobnie. Dziękuję jeszcze raz załodze – mówiłem, co kiedyś wyczytałem – „załoga bez kapitana nie istnieje, kapitan bez załogi tym bardziej”. Nasz forumowy rejs jest naszym wspólnym sukcesem.
Chwalę się teraz ;-) Jest to także mój osobisty sukces, wczesną wiosną 2016 otrzymałem patent ŻJ, po 3 latach poprowadziłem (fakt, z doświadczoną załogą i przy sprzyjających warunkach) pierwszy rejs przez Bałtyk. Cieszę się z tego bardzo, nie obrastam jednak w piórka, bo im więcej żegluję, tym więcej widzę ile nie potrafię, ile nie wiem.
Dziękuję za lekturę!
 
 
<|yavien

Pomogła: 7 razy
Wiek: 43
Dołączyła: 27 Maj 2008
Posty: 249
Wysłany: 2019-04-23, 22:16    [Cytuj]

Tobo, gratulacje!
I dla wszystkich Panów raz jeszcze - szczere, choć niezawistne: zazdro!


PS, pawel79 - zdjęcia faktycznie piękne. To sobie wzięłam na pulpit :)
 
 
<|axa_man

Pomógł: 21 razy
Wiek: 43
Dołączył: 21 Wrz 2012
Posty: 1356
Skąd: Łódź-żaglowa
Wysłany: 2019-04-24, 09:31    [Cytuj]

Gratulacje dla Was wszystkich, duchem byłem z wami :)
Pływanie w 4-5 B przy tych falach to cała przyjemność. Żałuję, że mnie z Wami nie było.

Tomek, bakcyl morski złapałeś, już się z niego nie wydostaniesz :)

Ja czytając ten Twój wpis, przypomniałem sobie mój pierwszy samodzielny rejs na Mazurach, najgorszą rzeczą było nie pokazywać załodze swojego stresu przed każdym manewrem. Więc wiem ile "włosów" straciłeś na tym Bałtyckim :-P

Brawo Wy!!!
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-26, 01:08    [Cytuj]

Dzięki Jacku za ciepłe słowa .
Było nam bardzo dobrze, a ja czułem się bardzo bezpiecznie, wręcz byłem w stanie lewitacyjnym ze szczęścia ! Wiedząc, jak Tomek przygotował trasy, spokojnie można było spać po wachcie .
Piękne to nasze morze !
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-26, 01:17    [Cytuj]

... i większość z nas już chce ponownie lewitować po bałtycku.
"Nuda, nic się nie dzieje" .
Chciałbym taką nudę mieć na okrągło ...
 
 
<|pawel79

Pomógł: 6 razy
Wiek: 40
Dołączył: 21 Lip 2015
Posty: 153
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-04-26, 10:20    [Cytuj]

Arturze, taką nudę masz na myśli? ;-)
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-26, 13:59    [Cytuj]

Może bardziej taką :

;-)
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-26, 14:00    [Cytuj]

Paweł, a gdzie nasze mewki ?
Uchwyciłeś je ? Wyszły te zdjęcia ?
 
 
<|pawel79

Pomógł: 6 razy
Wiek: 40
Dołączył: 21 Lip 2015
Posty: 153
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-04-26, 15:52    [Cytuj]

artiosso napisał/a:
Może bardziej taką :

;-)


Kurde frak, miało nie być zdjęć po alkoholu ;-)
Poczekaj cwaniaku jak zapodamy film z twoim tańcem brzucha (bioder??) w czasie robienia zasmażki do pieczonych ziemniaczków :mrgreen:
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-26, 16:30    [Cytuj]

Nigdy w życiu, jak to opublikujesz, to wezmę Giertycha na oskarżyciela !!
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-27, 18:37    [Cytuj]

:cry:
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-27, 18:54    [Cytuj]

Tobo napisał/a:
Sprawdziłem dziś i wczoraj, Bałtyk jest na swoim miejscu (...) !



Jazon Maria, nie do pomyślenia, gdyby kiedyś Bałtyku zabrakło.
 
 
<|Tobo

Pomógł: 46 razy
Wiek: 43
Dołączył: 04 Cze 2015
Posty: 3247
Skąd: ok.Łomży
Wysłany: 2019-04-27, 19:43    [Cytuj]

Jakby zabrakło to Atlantyk, albo inne Północne niedaleko ;-)
 
 
<|pawel79

Pomógł: 6 razy
Wiek: 40
Dołączył: 21 Lip 2015
Posty: 153
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-04-28, 00:07    [Cytuj]

Najstraszniejsza chwila rejsu ;-)
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-28, 00:22    [Cytuj]

A, to ten fekaliowiec, który wychodził z Nowego.
 
 
<|pawel79

Pomógł: 6 razy
Wiek: 40
Dołączył: 21 Lip 2015
Posty: 153
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-04-28, 00:41    [Cytuj]

Tak jest, to on. Szczęśliwie nie wykonał w pobliżu nas zrzutu :mrgreen:
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 59 razy
Wiek: 53
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 5894
Skąd: Uć k...
Wysłany: 2019-04-28, 14:13    [Cytuj]

Forumowa banderka łopoce na bałtyckim wietrze
Daj nam za to Neptunie nieco wiatry lepsze
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

MAZURY INFO PL - KONTAKT

| strona główna | internet | o serwisie |
(C) 2008 Copyright by mazury.info.pl

CZARTER JACHTÓW NA MAZURACH NOCLEGI NA MAZURACH