FORUM.mazury.info.pl - Absolutnie wszystko o Mazurach


Forum MAZURY.INFO.PL Strona Główna Forum MAZURY.INFO.PL
założone 15 maja 2008r.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Moje Mazury 2017 - z Rynu na północ
Autor Wiadomość
~chester_brudnostopy

Dołączył: 04 Sie 2017
Posty: 449
Wysłany: 2017-08-04, 11:05   Moje Mazury 2017 - z Rynu na północ [Cytuj]

Bakcyla sprzedał mi stryj gdzieś w drugiej połowie lat 80-tych.Pamiętam jeszcze stare mazury.Patent zrobiłem w roku 2001.W tym roku znalazłem Sportinę 680 w bardzo przyzwoitej cenie,więc nie zastanawiając się długo zapakowałem rodzinkę w samochód i pognaliśmy przez całą Polskę, ze Śląska do Rynu.Plan?Nie było.Mapa?Nie było.W ogóle to chciałem tylko zapakować się na łódkę i popłynąć.Z dala od ludzi.Na co dzień jeżdżę karetką ratunkową,więc miałem od czego odpoczywać.Oczywiście przed wyjazdem wertowałem forum,żeby sobie poprzypominać,doczytać...wiecie-pływam raz w roku.Obiecałem sobie,że w tym roku dokładnie sprawdzę łódkę zanim wypłynę...podniecenie zrobiło swoje:)Wsiadłem,zakrzyknąłem tylko,że damy radę i tyle mnie widzieli przy kei:)
Dzień pierwszy.
Około 14 wjechałem do Mikołajek.Szybkie zakupy,chłopaki porobili tatuaże,poleciałem do żółtej budki po najlepszą na świecie wędzoną troć i zameldowałem się w Rynie na łodzi.Przy tej kei, na tej koi.Wypłynęliśmy około 16.Podpłynęliśmy do Jory,gdzie w dość osobliwej knajpie zakupiłem piwo i polecieliśmy na drugi brzeg zapalić ognisko,na dzikusa.Wieczór był krótki.Droga ze Śląska zrobila swoje.Kiełbaska,dwa piwka,knock-out.
Dzień drugi
Rano dostałem Mazurami w pysk.Najpierw lało,potem poleciałem na "dwójkę" i komary pogryzły mnie po jajcach.Ale nie poddajemy się:)Brak namiotu szczególnie doskwierał w czasie deszczu,trzeba było siedzieć pod pokładem-trudno,nie marudzimy.Zaimprowizowałem coś z folii ratunkowej,przynajmniej klapa mogła być otwarta.Potem wyszło słonko i pognalismy przez kanały,Jagodne i Boczne.Stanąłem przy ostatniej kei,na samym cyplu,przy wejściu na Niegocin,po stronie Bogaczewa.Podejście wykonałem na szmatach-a co!Za plecami usłyszałem "Ahoj żeglarzu!"-to jakis starej daty wyjadacz na oldtimerze zakrzyknął do mnie z jeziora a moje morale poszybowało niczym rakieta po udanym manewrze.W trzcinach znalazłem spławik z żyłką i haczykiem-ktoś zerwał a ja zyskałem pierwszy łup.Dzieciaki oczywiście poszły w wodę a ja pomyślałem jeszcze,że wybrałem miejsce najgorsze z możliwych-odsłonięte z trzech stron.No i swędziały mnie pogryzione jajca :)
Dzień trzeci
Zmienił się wiatr.Na szczęście dla mnie,delikatnie odpychało od kei,więc łódź się nie obijała.Dzieciaki zaczęły dzień kąpielą a potem wykonałem odejście od kei na szmatach- a co!Dumny i blady opuściłem miecz i...zerwał się przerdzewiały fał...Super.Miecz szybrowy,nie uchyli się na mieliźnie.No to kurs na stanicę "Tajty".Przyjechali chłopaki naprawiać miecz.Naprawili,zerwali za cieńką linkę,znowu naprawili,machnęliśmy przy tym kilka piwek,fajnie było,zlecieli się żeglarze starej daty do pomocy,kleiliśmy o głupotach,działaliśmy...Tylko żonka się wkurzyła nieco,bo naprawa z racji ponownego zerwania linki przeciągnęła się na parę godzin a komary cięły jak szalone-dzieciaki wyglądały,jakby miały ospę.Przynajmniej mnie już jajca nie swędziały:)No i stanica jest naprawdę świetna.Klimat,ekipa...Wcięło szeklę.Jak demontowali maszt,żeby dostać się do skrzynki mieczowej,gdzieś poleciała.Trudno :)
Dzień czwarty
Opłynęliśmy Tajty.Nigdy po tym jeziorku nie pływałem,wrażenia pozytywne,potem na Kisajnie odbiłem w lewo,wąskim przesmykiem i wpłynąłem na puste jezioro:)Wszyscy walą szlakiem,ja też,ale nie w tym roku.Wreszcie odkryłem Łabędzi Szlak:)Chciałem stanąć w Zimnym Kącie,ale było pełno,więc płynąc wzdłuż brzegu znaleźliśmy miejsce na Wysokim Rogu.Miecz chodził ciężko jak cholera,ale jakoś go wyciągnąłem i było całkiem przyjemnie.Dzieciaki w wodzie,potem ognisko,tradycyjnie dwa piwka i knock-out.Jeszcze zdążyłem odkryć,że w tej fajnej dziupli siedzą szerszenie i lepiej tam nie grzebać.W nocy obudziło mnie walenie w burtę.Na psa urok,diabelskie uroczysko,ilekroć tu przycumuję,muszę w nocy przestawiać łódź na głębszą wodę.
Dzień piąty
Świetny wiatr na Wyspę Kormoranów.No to płyniemy.Zostawiliśmy kartkę,że uwaga na szerszenie(po co mają jakiegoś dzieciaka pokąsać) i pognaliśmy.W Kącie Rajcocha spotkaliśmy "Biegnącą Po Falach" i stanęliśmy na tym cholernym mieczu.No nie wyciągniesz i co pan nam zrobi?Załoga na jedną burtę,udało się.Przecież nie zapalę silnika na Dobskim.Popłynąłem na Fuledzki Róg pomęczyć ten miecz i tu oczom moim ukazała się zgubiona szekla.Tak.Była tam.Poza zasięgiem ręki.Połyskiwała do mnie radośnie klinując skutecznie miecz.Wyprostowałem pałąk od wiadra,nie sięgnąłem.Brakło dosłownie 3cm.Zrobiłem dźwignię bosakiem-złamał się,ale miecz ruszył się o tyle,żeby zaczepić szeklę tym poprostowanym pałąkiem.Zwycięstwo!Dzieciaki znowu w wodę,kolacja,dwa piwka,standardowy knock-out.Acha...komary dostały wsparcie w postaci tych wrednych koniar,czyli wielkich gryzących much.Z resztą już nie zwracaliśmy uwagi na pogryzienia...
Dzień szósty
Dzieciaki od rana wskoczyły do wody,potem postanowiliśmy odwiedzić panią Irenkę.Postawiliśmy szmaty i popłynęliśmy przez Dargin,Mamry,Święcajty na Stręgiel.Wiało w pysk,ale Sportinka wszystkie niedogodności rekompensowała szybkością.Koło mostu,przy sklepie spotkałem wędkarza,któremu zerwał się spławik,więc podarowałem mu mój zdobyczny.Zazwyczaj cumuję na Swięcajtach i do "Ireny" idę nogami,ale tym razem nie.Znalazłem ten kanał(w zasadzie to rzeka Sapina)i podpłynąłem do celu.Zaliczyłem dość stresujące podejście.Keja była zawalona.Cztery żaglówki,tyle samo łodzi motorowych,wiatr i mocny docisk od pleców,silnik na żółwiu wstecz tylko mnie spowalniał,łódka szła w pomost,jak dzik w sosnę.Uratował mnie ten miecz.Wybrany ile się dało,w odpowiednim momencie zatrzymał łódkę(jakieś pół metra od pomostu).Jak to zrobiłem,że w nic nie przywaliłem- nie wiem.Było naprawdę ciasno a na kei stał pan Krzysiu(podobno kapitan),co potęgowało moje napięcie,żeby nic nie sknocić.Znowu sie udało. Zjedliśmy pyszny obiad,poprawiliśmy pączkami domowej roboty,połaziliśmy po Ogonkach...Kto z Was wie,co powoduje uderzenie w dzwon w tawernie?No więc wchodzimy do tawerny,rozglądam się,patrzę,wisi dzwon.Łap za niego i walę -ding dong,STAWIAM WSZYSTKIM!Pusto,nie ma nikogo.Ja piwko,żonka piwko,dzieciaki po coli.Fajnie:)Pod "Pagajem"zapewne zleciałby się pułk ułanów,tutaj było echo.Swoją drogą,"Złamany Pagaj"to już nie ta sama knajpa...
Dzień siódmy
Rano pani Irenka poczęstowała mnie(jako jedyny z załogi uznaję ryby)pyszną,świeżo wędzoną sielawą.Po mojej troci,to druga miejscówka,gdzie jadam ryby.Sielawa u pani Irenki.Palce lizać!Potem przyszedł pan Krzysiek i udzielił mi porady mieczowej.Odtąd problem znikł.Miecz zaczął pracować przyzwoicie.Pilnował też odejścia od kei,ale znów los mi sprzyjał i manewr powiódł mi się,że aż sam się zdziwiłem w tej ciasnocie.Przede mną jedna łódz narobiła troszkę bałaganu,nade mną chyba ktoś czuwał w czasie tego rejsu.Pognaliśmy na Mamerki.Stanęliśmy w miejscu zwanym "Leśna Keja",zaraz koło bunkrów.Świetne miejsce.Dzieciaki najpierw spenetrowały bunkry a potem,tradycyjnie poszły w jezioro,przypłynęły kaczki jakieś...no wiecie,taki typowy,mazurski chill-out.
Dzień ósmy.
Odkryłem,że w czasie naprawy miecza w Wilkasach,musiałem zgubić wędkę(bo kombinując używaliśmy z chłopakami wszystkiego,co było długie).No to postawiliśmy żagle i pognaliśmy na południe.I tak już trzeba było wracać.Na Kisajnie złapał nas deszcz,wiatr zdechł,więc kawałeczek popłynąłem na silniku i znów zameldowałem się w stanicy "Tajty".Wędka czekała.A to nie byle jaka wędka.Stara,trzydziestoletnia(albo lepiej)spiningówa,która w połączeniu z kołowrotkiem,żyłką i błystką-biedronką stanowi cały mój osprzęt wędkarski.Zostawiłem bosmanowi dwa piwka dla znalazcy.Lało całą noc,do rana.Krypa zaczęła przeciekać,zgubiliśmy zapalniczkę,zapałki zawilgotniały...porażka.Poleciałem w tym deszczu do pobliskiej tawerny,barman odstąpił mi zapalniczkę.Sklepy już dawno były pozamykane.Ogarnąłem przeciek.Przemarznięty,przemoczony,zmęczony dniem, strzeliłem dwa piwka i zaliczyłem knock-out.
Dzień dziewiąty.
Przebitka przez Kanał Łuczański to kanał...Ludzie się pchają,potem nie mają gdzie przycumować,na to wpływa biała flota,robi się bagałan i panika,która powoduje jeszcze większy bagałan.Cóż...Warszawianie(nie mylić z Warszawiakami!)Popłynęliśmy do Kuli,ale stanąłem przed mostem.Cicho i spokojnie.Dzieciaki w wodę,potem ognisko,wieczorkiem postanowiłem w końcu coś złowić.Na tą jedną błystkę i jedną wędkę,ten jeden raz w roku.Złowiłem trzy okonie(dwa uciekły z wiadra)i dziesięć metrów oblepionej małżami,ale po oczyszczeniu świetnej liny.I znów miałem łup.Linę wziąłem i mam a jedynego okonia wypatroszyłem,nadziałem na patyk,tylko posoliłem,upiekłem na ognisku i był pycha.W ogóle jakoś dziwnie było,bo strzeliłem czteropaka i mnie nie zknock-outowało:)
Dzień dziesiąty.
Rano dzieciaki w wodę a potem już pognaliśmy przez Jagodne,kanały,prosto do Rynu,rano, dnia następnego oddać łódź.Jeszcze na Tałtach wypatrzyłem coś czerwone,unoszące się na jeziorze.Podpływamy,koło pływa,komuś zwiało i nie zauważył.No to ósemka sztagowa i już nasze,kolejny łup.Znowu mi manewr wyszedł:)Plan był taki,że wyśpię się i jedziemy do domu,ale ok 17 znów zaczęło lać.Spakowaliśmy się więc do samochodu i pojechaliśmy do domu.Zawsze ostaniego dnia,przed wyjazdem leje deszcz.A mnie też jakoś chce się beczeć,choć już stary baran jestem.Jeszcze tylko zaliczyłem zdjęcie pod Częstochową i to tyle z rejsu.Złamany bosak został mi odpuszczony(uczciwie zgłosiłem zniszczenie).
Podsumowanie
Rejs mi się udał mega.Bywało ciężko i momentami wkurzałem się o ten brak namiotu,toporny miecz i że na głowę kapie,ale łajba szła przez jezioro,jak muzyka...Zdobyłem łupy,przeżyliśmy przygody i co najważniejsze,zupełnie zapomniałem o Bożym świecie.Załoga megazadowolona.Jak to mówi mój syn,było epicko.To najważniejsze.Nie uniknąłem głupich błędów,ale jak trzeba było wykonać manewr,chyba stryjek prowadził mi ster.Stryjek Józek.Zawsze go wspominam w rejsie.Facet,który pokazał mi Mazury,kiedy byłem małym chłopcem,hej.
 
 
mazury.info.pl
Administrator
pies ogrodnika

Pomógł: 381 razy
Dołączył: 15 Maj 2008
Posty: 22955
Skąd: Giżycko
Wysłany: 2017-08-04, 11:18    [Cytuj]

Wow... Masz jakieś fotki do tej relacji?
 
 
~Piotr Lewandowski
Żeglarz/Wędkarz

Pomógł: 79 razy
Wiek: 42
Dołączył: 27 Lip 2008
Posty: 3415
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-08-04, 11:44    [Cytuj]

mazury.info.pl napisał/a:
Wow... Masz jakieś fotki do tej relacji?
Może niech wszystkich pogryzień nie publikuje :lol:
 
 
~chester_brudnostopy

Dołączył: 04 Sie 2017
Posty: 449
Wysłany: 2017-08-04, 11:51    [Cytuj]

Coś tam wrzucę w najbliższym czasie,ale nie mam wiele zdjęć.Nie było prądu:)
Przy okazji...taki dylemat...Widzisz,że nic,tylko klepnąć ręką i zabić...ale weź to wykonaj:)Zgnieść?Też niedobrze:)
 
 
mazury.info.pl
Administrator
pies ogrodnika

Pomógł: 381 razy
Dołączył: 15 Maj 2008
Posty: 22955
Skąd: Giżycko
Wysłany: 2017-08-04, 12:19    [Cytuj]

chester_brudnostopy napisał/a:
Coś tam wrzucę w najbliższym czasie,ale nie mam wiele zdjęć.Nie było prądu:)


Zapas prądu można kupić w każdym kiosku :)
 
 
jacekV
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-04, 12:29    [Cytuj]

Świetna relacja. I tak właśnie lubię...
 
 
~extant

Pomógł: 340 razy
Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 14654
Skąd: Wawa
Wysłany: 2017-08-04, 12:34    [Cytuj]

jacekV napisał/a:
... I tak właśnie lubię...

... chodzi Ci o te komary ?? :lol: :-P
 
 
jacekV
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-04, 12:43    [Cytuj]

extant napisał/a:
jacekV napisał/a:
... I tak właśnie lubię...

... chodzi Ci o te komary ?? :lol: :-P


co tam... nawet komary... :mrgreen:

zresztą w maju b.r. przeżyliśmy taką nawałnicę komarów że od lat nie przypominam sobie podobnego zjawiska...
 
 
~chester_brudnostopy

Dołączył: 04 Sie 2017
Posty: 449
Wysłany: 2017-08-04, 12:50    [Cytuj]

Dwa lata temu opływałem południe.Na Nidzkim zauważyłem jednego komara.Pił sobie spokojnie z mojej nogi."oj,biedaczku"-pomyślałem sobie i dałem mu się napić :)
W tym roku było zupełnie odwrotnie.Za jednym klaśnięciem ubijałem 3-5 sztuk.Widać natura musi się równoważyć.
 
 
~extant

Pomógł: 340 razy
Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 14654
Skąd: Wawa
Wysłany: 2017-08-04, 13:07    [Cytuj]

chester_brudnostopy napisał/a:
...Na Nidzkim zauważyłem jednego komara.Pił sobie spokojnie z mojej nogi."oj,biedaczku"-pomyślałem sobie i dałem mu się napić :) ....

... no i to był błąd, bo to nie był żaden komar biedaczek, tylko krwiożercza komarzyca... trzeba było walić bez litości ! ;-) :-P
 
 
haszsz

Wiek: 47
Dołączył: 16 Sty 2017
Posty: 68
Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2017-08-04, 13:14    [Cytuj]

Jakoś zawsze te Mikołajki omijam alę za kilka dni jednak będę, gdzie jest ta magiczna żółta budka z trociami?
 
 
~chester_brudnostopy

Dołączył: 04 Sie 2017
Posty: 449
Wysłany: 2017-08-04, 13:24    [Cytuj]

Na przeciw Orlenu.Mały kiosk.Idąc z mariny przechodzisz przez most i ulicą prosto.Po prawej.
 
 
haszsz

Wiek: 47
Dołączył: 16 Sty 2017
Posty: 68
Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2017-08-04, 13:59    [Cytuj]

chester_brudnostopy napisał/a:
Na przeciw Orlenu.Mały kiosk.Idąc z mariny przechodzisz przez most i ulicą prosto.Po prawej.

ok, dz.
 
 
<|artiosso
Hej Mazury !

Pomógł: 43 razy
Wiek: 51
Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 3630
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-08-04, 16:05    [Cytuj]

Piotr Lewandowski napisał/a:
mazury.info.pl napisał/a:
Wow... Masz jakieś fotki do tej relacji?
Może niech wszystkich pogryzień nie publikuje :lol:




:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

MAZURY INFO PL - KONTAKT

| strona główna | internet | o serwisie |
(C) 2008 Copyright by mazury.info.pl

CZARTER JACHTÓW NA MAZURACH NOCLEGI NA MAZURACH