FORUM.mazury.info.pl - Absolutnie wszystko o Mazurach


Forum MAZURY.INFO.PL Strona Główna Forum MAZURY.INFO.PL
założone 15 maja 2008r.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
HAUSBOTEM Z LATAWCAMI na podbój Półwyspu.
Autor Wiadomość
Gązo

Dołączył: 13 Paź 2014
Posty: 10
Wysłany: 2014-10-26, 16:03   HAUSBOTEM Z LATAWCAMI na podbój Półwyspu. [Cytuj]

Witajcie.
Od wielu lat pływam po Mazurach, co prawda jako załogant, gdyż patentu u mnie brak, ale trochę już pływałem.
Chciałem się z Wami w tym miejscu podzielić moimi wrażeniami z pierwszego pływania jachtem (motorowym) po morzu.
Tzn. po Zatoce Puckiej.
Bo to w sumie jest już morze, ale jeszcze nie takie pełne ;)
Takie moim zdaniem bardziej przypominające Mazury.
Bez dużych fal i pustego widnokręgu dookoła.
A było to przy okazji corocznego wyjazdu ze znajomymi na kajty.

Ale do rzeczy.


Co roku latem spędzamy tydzień z Jacą i Małą-A na kajtach na Półwyspie Helskim.
W tym roku pomyślałem, że może by tak dotrzeć do naszych ulubionych miejscówek…. od strony wody?!

Dzwonię do Jacy - “Słuchaj - w tym roku nocujemy na jachcie. Płyniemy?”.
Jaca coś tam pomruczał, postękał, zadał kilka pytań pomocniczych, i po namyśle, być może nawet głębokim, odpowiedział: “Płyniemy!”
Skoro Jaca tak mówi, to płyniemy.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miejsce akcji: Zatoka Pucka
Czas akcji: sierpień
Osoby:
Mała-A
Megi
Jaca
Gązo, czyli piszący te słowa.

w pozostałych rolach:
Agnieszka
Gruby
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


SOBOTA.


Spakowaliśmy się z Megi już w piątek i przed 09.oo rano w sobotę postanawiamy wyruszyć w stronę Półwyspu, aby zdążyć dojechać na miejsce między godziną 15.oo, a 17.oo., na którą umówiony został odbiór naszego jachtu. Jaca z Małą-A mają trochę dalej do celu i po rozmowie telefonicznej wynika, że już jadą. No to ruszamy i my.

Umówiliśmy się koło McDonalds w Pucku. Niby jest sobota i środek lata, a okazuje się, że na A1 jest pusto, trasa mija nam zaskakująco błyskawicznie i na miejscu jesteśmy już przed trzynastą. Jaca z Małą-A też już są, więc po małej konsumpcji w MD udajemy się do pobliskiego marketu, aby uzupełnić podstawowe zapasy żywnościowe na nadchodzący tydzień. Kupujemy w zasadzie tylko drobnicę spożywczą, gdyż w bagażnikach zostało niewiele wolnego miejsca, a dodatkowo wielkogabaryty, czyli ze 20 litrów mineralki, kilka litrów soków w kartonach, jakąś “skromną” ilość sześciopaków, zamówiliśmy już wcześniej i mają na nas czekać na jachcie.

W marinie meldujemy się grubo przed piętnastą, więc szwędamy się jeszcze po okolicy, jak się okazuje trochę niepotrzebnie, bo hausbot już na nas czeka. Z daleka z dziewczynami obserwujemy nasz nowy, mobilny dom, z doczepionymi czterema rowerami na rufie. Jaca, jako Kapitano z patentem odbiera łódkę i już po chwili pakujemy się z manelami do środka. A w środku zacnie!
Dwie kabiny, salon z kuchnią, kuchenką gazową, lodówka, radio, tv, pościel, oddzielna łazienka, a wszystko pachnie nowością. My z Megi rezerwujemy sobie kabinę z przodu. Jaca co prawda mówi, że w “dziobowej” na fali jest bardziej skacząco, ale cóż - w razie czego po prostu sobie z Megi “poskaczemy” ;)

Cały nasz sprzęt ładujemy na łódź, napoje chłodzące i świeży prowiant idzie do lodóweczki, w schowku na rufie przeliczamy zapas zgrzewek napoju, który na nas czekał, zamykamy samochody i…

...i Mała-A nagle nam oznajmia, że jeden samochód na miejscu na pewno nam się przyda i że my mamy płynąć, a ona dojedzie samochodem. No cóż, nie wypada sprzeczać się z Panią Kapitanową i umawiamy się z nią przy molo w Chałupach. Po chwili oddajemy cumy, chusteczkami czule machamy na pożegnanie i już po chwili, niestety tylko w trójkę obieramy kurs na Chałupy. Jest ciepło, wieje delikatny zachód, fali praktycznie brak, sięgam do lodóweczki po dwa piwka (dla Jacy - naszego Kapitano oczywiście bezalkoholowe), silnik mruczy na pół gwizdka, a na pokładzie moja Megi topless robi się na brąz. Jednym słowem rozkoszujemy się zastanymi, pięknymi okolicznościami przyrody.

Po około godzinie płynięcia, kiedy w zasięgu wzroku mamy już molo w Chałupach, kontrolnie dzwonię do Małej-A, a ta mi mówi, że stoi gdzieś w korku jeszcze przed rondem we Władku…
Skaranie... :(

Jaca w międzyczasie sprawdza prognozę pogody, wg której ma zacząć wiać dopiero jutro koło południa - zapada więc decyzja, że po zacumowaniu nigdzie się już nie ruszamy i zostajemy na noc przy pomoście w Chałupach.

Po pewnym czasie do Chałup dojeżdża też i Mała-A, ale dzwoni, że nie ma gdzie zaparkować. I po co ci babo był ten samochód? ;)
W końcu zwolniło się jedno miejsce na parkingu przy peronie i już wszyscy w czwórkę udajemy się “na miasto”, by ostatecznie, późnym wieczorem, po dniu pełnym wrażeń udać się na spoczynek do naszego zacumowanego przy pomoście domu. Tego dnia nawet nie wypakowaliśmy sprzętu. Ale jutro ma wiać!

NIEDZIELA.

Budzi nas delikatne bujanie łodzi i coraz głośniejsze hałasy z zewnątrz. Co jest? Okazuje się, że jest już dziewiąta i właśnie szkółka windsurfingowa zaczęła szkolenie kursantów. Wieje słabo, ale Jaca mówi, że na Windguru nic się od wczoraj nie zmieniło i około południa ma się rozwiewać, a w dodatku korzystnie dla nas, bo z kierunku S-W.

Dostaję więc zadanie pójścia do sklepu po świeże bułki i ketchup (jak to, nie kupiliśmy ketchupu?!), gdyż Megi przygotowuje śniadanko na łódce - dziś będą owoce morza - ośmiornice w sosie pomidorowym! Megi wprawnymi ruchami rozcina wzdłużnie cienkie parówki, które tak śmiesznie się otwierają podczas gotowania, a ketchup będzie śródziemnomorskim sosem pomidorowym. Jednym słowem po Królewsku i na Wypasie :)

W południe zaczyna się rozwiewać, w okolicy oprócz desek pojawiają się pierwsze latawce, więc pompujemy też nasze i jazda! Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła maszyna po szynach ospale. Pierwsze w tym sezonie koty za płoty. Jest zacnie, wieje równo i stabilnie, woda gorąca. Normalnie Karaiby! Chociaż muszę się w tym miejscu przyznać, że nie mam porównania, bo nie byłem ;)

Pływam na mojej ulubionej 12stce. Z każdym razem, z każdą chwilą idzie mi coraz lepiej (tak sobie głupi myślę) i coraz bardziej wczuwam się w deskę (obserwatorzy z zewnątrz są pewnie innego zdania ;). Pływamy, z mniejszymi lub większymi przerwami przez prawie pięć godzin. I znowu pewnie będzie “jak zwykle” - czyli będą zakwasy. Znaczy bez masażu z młodych ten..teges.. się wieczorem wyraźnie nie obejdzie, oj nie!

Po południu całą ekipą zaliczamy przepyszną rybkę w pobliskiej smażalni i…
… no i dalej jazda z powrotem na wodę! Musimy się nawypływać! Mała-A z Megi tym razem biorą z wypożyczalni dechy z żaglem, a my z Jacą twardo ćwiczymy latawce.Jak na pierwszy dzień, to wszyscy jesteśmy wybitnie mega-zadowoleni.

Wieczorem na jachcie odwiedzają nas Gruby z Agnieszką i z butelką wina, którzy są już na miejscu od tygodnia. A że z hausbota do wody w sumie daleko nie jest ;) , to…
…to w trójkę, z Jacą i Grubym wyskakujemy jeszcze na chwilę na wodę.

------------------------------

Biesiada, jak to zawsze z Grubym i Agnieszką, trwa wiecznie, tym bardziej, że w telewizorze towarzyszy nam mecz i kiedy wszyscy są już wyraźnie zmęczeni trudami i znojem ciężkiego, marynarskiego życia, będąc niebywale gościnnymi gospodarzami, rozkładamy kanapy w salonie (na tym forum powinienem użyć sformułowania "mesą") i już po chwili z okolic królewskiego łoża docierają do naszych łóżek “ciche” dźwięki, spowodowane, jak to w necie przeczytałem: “wibracją języczka i podniebienia miękkiego” podczas wdechu Grubego. Tak - Gruby z Agnieszką zostali u nas na noc. A z masażu z młodych ten.. teges.. nici!!! :(

;)


Jeśli podoba Wam się relacja, to dajcie znać będę kontynuował.
Zdrówka!
Ostatnio zmieniony przez Gązo 2014-10-26, 16:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
zenek

Pomógł: 241 razy
Wiek: 56
Dołączył: 12 Kwi 2009
Posty: 12645
Wysłany: 2014-10-26, 16:45    [Cytuj]

Gązo relacja super! Gdybyś jeszcze napisał co to był za houseboat i ewentualnie dołożył jakąś fotorelację to byłaby już pełnia szczęścia, a i bez fotek relacja fajna i czekam na kolejny odcinek :-)
 
 
~szg

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 28 Sie 2008
Posty: 1973
Skąd: Pojezierze Lubuskie
Wysłany: 2014-10-26, 19:52    [Cytuj]

Pisz Gązo śmiało, tylko może bardziej się skup na samej łódce, warunkach na wodzie i w portach, wrażeniach z kontemplowania przyrody itp. a mniej na Grubym 8-) .
 
 
pir0man

Pomógł: 17 razy
Dołączył: 24 Lut 2011
Posty: 388
Wysłany: 2014-10-26, 20:32    [Cytuj]

Super! Trzeba przyznać, że jest to coś nowego na tym forum. Pojawiają się przebłyski: a to jakiś skuter na Sapinie, a to cała banda skuterów na Narwii i Pisie, a to jakiś Zalew Zegrzyński się nawinie, ktoś o Jezioraku wspomni, ale Zatoka Pucka w wydaniu houseboat + kite'y to nowość.

Ośmiorniczek w wersji gotowanej nie znałem, ja zawsze smażę na patelni lub w tosterze. Z całych parówek śmiesznie się zakręcają, a z połówek (dwie ośmiorniczki z jednej parówki) są całkiem zgrabne.

Nie kusiło Was żeby wybrać się w inne rejony Zatoki albo i trochę dalej?

Czekam na więcej, a zwłaszcza na fotki!
 
 
pough
gorszego sortu

Pomógł: 177 razy
Dołączył: 15 Lis 2009
Posty: 12458
Wysłany: 2014-10-26, 20:47    [Cytuj]

I ja się skusiłem na przeczytanie. Przyznam Gązo, że piszesz bardzo lekkim piórem. Czyta się z zainteresowaniem i... proszę o więcej... :-D
 
 
cantos

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 19 Kwi 2011
Posty: 67
Wysłany: 2014-10-26, 20:52    [Cytuj]

pir0man napisał/a:
ja zawsze smażę na patelni lub w tosterze.


Zaraz, zaraz. W TOSTERZE?!
Zdradź proszę szczegóły tego kulinarnego przedsięwzięcia.
:)
 
 
pir0man

Pomógł: 17 razy
Dołączył: 24 Lut 2011
Posty: 388
Wysłany: 2014-10-26, 21:01    [Cytuj]

Hehe, nie wciskam parówek do takiego stojącego urządzenia z wyskakującymi tostami, ale do tzw. "sandwicha", takiego do zgrzewania/ściskania tostów z serem. Oszczędność czasu i mniej mycia naczyń. :idea: 8-)

Jajka też tam smażę. Jedno duże jajko wchodzi idealnie w dziurę na połowę tosta, więc na raz wchodzą aż 4 jajka. Przed smażeniem jajek koniecznie trzeba posmarować powierzchnię pędzelkiem wymerdanym w maśle, żeby jajko nie przywierało, a pokrywy nie domykam do końca. :mrgreen:

A wracając do ośmiorniczek: połowę parówki nacina się wzdłuż na nie całej długości, w dwóch płaszczyznach, żeby powstała głowa z 4 mackami. Dzieciaki to kochają. Wygląda na to, że ukradłem możliwość opowiedzenia o ośmiorniczkach autorowi wątku. :-P
 
 
pough
gorszego sortu

Pomógł: 177 razy
Dołączył: 15 Lis 2009
Posty: 12458
Wysłany: 2014-10-26, 21:04    [Cytuj]

Wypróbuję ten sposób smażenia jajek i również ośmiorniczki... :-D
 
 
funyo

Pomógł: 137 razy
Dołączył: 18 Gru 2011
Posty: 5404
Skąd: Giżycko
Wysłany: 2014-10-26, 21:06    [Cytuj]

Dawaj, dawaj, pisz dużo o łodziach, wodzie i dziewczynach ;-)
Chociaż nie, zamiast pisać o dziewczynach, wrzuć fotki ;-)
Opowieść zapowiada się interesująco. :-)
 
 
~najmita

Pomógł: 62 razy
Wiek: 63
Dołączył: 09 Paź 2014
Posty: 4679
Skąd: Ruciane-Nida
Wysłany: 2014-10-27, 08:21   Re: HAUSBOTEM Z LATAWCAMI na podbój Półwyspu. [Cytuj]

Gązo! Z tą fotorelacją, to najbardziej chodzi o ten fragment twojej relacji: :mrgreen:


Gązo napisał/a:
... a na pokładzie moja Megi topless robi się na brąz. Jednym słowem rozkoszujemy się zastanymi, pięknymi okolicznościami przyrody.



pzdr, Andrzej
 
 
<|KadetOmega

Pomógł: 10 razy
Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1440
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2014-10-27, 10:06    [Cytuj]

Super relacja! Czekam ( nie tylko ja ) na ciag dalszy!!
 
 
Gązo

Dołączył: 13 Paź 2014
Posty: 10
Wysłany: 2014-10-27, 18:31    [Cytuj]

Witajcie!

Bardzo dziękuję Wam wszystkim za wsparcie i motywację do pisania dalszych części.
Proszę o więcej ;)
Niestety wszystkie zdjęcia posiada Mała-A, z którą w tej chwili nie ma kontaktu. Niemniej będę trzymał rękę na pulsie.
Muszę jednak Kolegów zmartwić (bo, jeśli dobrze widzę, wypowiedziała się jedynie płeć brzydsza), ale wspomnianych zdjęć z sobotniego przelotu nie pokażę, o nie :)


PONIEDZIAŁEK

Jaca sprawdza prognozę - dzisiaj ma wiać odpowiednio na kajta, ale z kierunku, który jest idealny na Rybitwią Mieliznę. Niewtajemniczonym szybko wyjaśniam (nosz ekspert się znalazł), że pływając na kitesurfingu wybieramy akwen z brzegiem po stronie zawietrznej, tj. taki, w którym w razie czego zdryfuje nas do lądu.

Gruby z Agnieszką chcą koniecznie się tam z nami zabrać. Nie ma sprawy. Wygląda jednak na to, że oprócz nas jeszcze tak z połowa Półwyspu chce się dzisiaj przenieść na Mieliznę, w związku z czym mamy jeszcze kilkanaście osób chętnych do transportu na spot, a przy tym wszyscy obiecują postawić browara! I to niejednego!

Aby jednak nasz cruiser z powodu zbytniego obciążenia nie zatonął, przeprowadzamy burzę mózgów i zabieramy jeszcze tylko cztery osoby. I w ten oto sposób, w dziesiątkę podążamy w kierunku dzisiejszej miejscówki - Rybitwiej Mielizny!

Z przystani w Chałupach do celu są raptem niecałe 4 mile morskie, co przy naszej prędkości spacerowej circa 5 węzłów daje niespełna godzinną, relaksującą wycieczkę z wiatrem. Na miejscu są już pierwsze kajty, więc stajemy naszym mobilnym domem na kotwicy w pobliżu tej niesamowitej, podłużnej wyspy i natychmiast całą ekipą idziemy pływać.

Motorówki i skutery dowożą kolejnych kajciarzy, pojawiają się też szkółki z kursantami. Sesja jest piękna, wszędzie płytko, woda kryształ, a przy tym nadspodziewanie ciepła. Pływanie bez pianki, to dla mnie zupełnie inna jakość! Uwielbiam takie bezpośrednie obcowanie z wodą, bez pośrednictwa “ocieplacza” z Decathlonu. ;-)

Po południu Megi trochę szybciej, niż pozostali idzie przygotować żarcie na jacht - dzisiaj, po wczorajszych Owocach Morza, jest Dzień Włoski - będzie Bolognese! Zapach z łodzi ściąga nas z pływania szybciej, niż przewidywaliśmy i już po chwili delektujemy się boskim spaghetti, oczywiście zwilżając przełyki złocistym płynem prosto z jachtowej lodówy.

Po Bolognese rozsiadamy się wygodnie w kokpicie, włączamy snującą się muzyczkę i z pokładu naszego pancernika, niczym z “nażartej loży szyderców”, budząc (oby) zazdrość wśród pływających, obserwujemy zarówno poczynania nowicjuszy, jak i ewolucje, co po niektórych, niezłych zawodników. Zaskakujący jest olbrzymi ruch na motorówkach, skuterach i innych ribach, które w kółko przywożą nowych, głodnych pływania i odwożą tych, którzy mają już dosyć. Idziemy ponownie na wodę więc i my!

Kiedy robi się późno i mamy już dosyć, zwijamy się i wracamy na jacht, Jaca podaje komendę “kotwica w górę” i już po chwili jesteśmy na kursie powrotnym do Chałup. Gruby przynosi puszeczki, robiące "pssst" podczas otwierania. Dziewczyny tym razem winko. Słowem “popływaniowy relaks” w trakcie płynięcia. 8-)

W pewnym momencie nasze lenistwo zakłóca wartkie: “Człowiek za burtą!!!”. Jak się okazuje nie jest to człowiek, lecz dwa człowieki, leżące na dechach, z których jeden uporczywie do nas macha! Po podpłynięciu i zdiagnozowaniu sytuacji okazuje się, że białogłowa, młoda adeptka windsurfingu, nie jest w stanie dotrzeć do brzegu. Na prośbę sympatycznego ‘wykładowcy - profesora’ bierzemy parkę na hol i z minimalną, sterowną prędkością, aby ich nie zgubić, dotransportowujemy ich do brzegu. Z wdzięczności oczywiście nie kończy się tylko na jednym piwie “w gratisie” w pobliskim, kempingowym barze.

Wieczorem Jaca sprawdza prognozę - w nocy ma cały czas wiać z tendencją słąbnącą, więc czule żegnamy się z Grubym i Agnieszką, oddajemy cumy i postanawiamy stanąć na nocleg w osłoniętym od wiatru miejscu - w porcie w Kuźnicy. Dziewczyny w kuchni, zwanej w niektórych kręgach kambuzem, przygotowują kolację na ciepło, a Jaca prowadzi nasz hausbot pod osłoną zmierzchu w stronę Kuźnicy, zostawiając zachodzące Słońce z tyłu za rufą.

Zresztą daleko nie jest i już po chwili stajemy longsidem przy kei w nowo wybudowanym porcie rybackim. Jak się okazuje postój w Kuźnicy jest bezpłatny!

Bilans dnia - zarobiliśmy dwa czteropaki, dwie flaszki i po dwa półlitrowe z kija. Zyć, nie umierać! Dzisiaj jesteśmy wyraźnie na plusie :)

CDN.
Gązo

PS. Na otarcie łez Szanownych Forumowiczów załączam zdjęcie :D

1458583_361180120727937_3797292558260466532_n.jpg
Plik ściągnięto 5334 raz(y) 35,26 KB

 
 
Gązo

Dołączył: 13 Paź 2014
Posty: 10
Wysłany: 2014-10-27, 19:13    [Cytuj]

Ach! Na śmierć byłbym zapomniał.

Dla lepszego zobrazowania sprawozdania i zorientowania się w sytuacji przygotowałem dla p.t. Czytelników zapis z GPSa z tras: sobotniej i poniedziałkowej.

:-)

Houseboatem na podbój sobota poniedzialek.jpg
Plik ściągnięto 112 raz(y) 89,24 KB

Ostatnio zmieniony przez Gązo 2014-10-27, 19:14, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
~najmita

Pomógł: 62 razy
Wiek: 63
Dołączył: 09 Paź 2014
Posty: 4679
Skąd: Ruciane-Nida
Wysłany: 2014-10-27, 19:29    [Cytuj]

Gązo napisał/a:
[i]Witajcie!

.........
PS. Na otarcie łez Szanownych Forumowiczów załączam zdjęcie :D



Nooo, ładne te latawce. :lol:
 
 
pir0man

Pomógł: 17 razy
Dołączył: 24 Lut 2011
Posty: 388
Wysłany: 2014-10-27, 19:54    [Cytuj]

Więcej! Więcej! :mrgreen:
 
 
zenek

Pomógł: 241 razy
Wiek: 56
Dołączył: 12 Kwi 2009
Posty: 12645
Wysłany: 2014-10-27, 20:26    [Cytuj]

pir0man napisał/a:
Więcej! Więcej! :mrgreen:
Oczywiście załączników :-P :lol: !
 
 
funyo

Pomógł: 137 razy
Dołączył: 18 Gru 2011
Posty: 5404
Skąd: Giżycko
Wysłany: 2014-10-27, 21:32    [Cytuj]

A mnie urzekł zapis GPS-u - niesamowicie dokładny ;-)
Dziewczyny natomiast mnie rozczarowały :-/ miały być topless :-P ;-)
 
 
cantos

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 19 Kwi 2011
Posty: 67
Wysłany: 2014-10-27, 21:52    [Cytuj]

Zaraz, zaraz.
Coś mi tu nie gra.

Dopracowany wydruk z GPS, wnoszący tak wiele cennych informacji do opowiadania, będący uzupełnieniem histori, wiele mówiącym o przebiegu trasy rejsu, jego charakteru, itd. i tylko 12 wyświetleń ??

A nic nie wnoszące do opisywanej historii zdjęcie ma już 90 wyświelteń??

Co jest grane?
HELOU!!?


:-)

gps.JPG
Plik ściągnięto 5238 raz(y) 15,3 KB

zal.JPG
Plik ściągnięto 5238 raz(y) 24,27 KB

Ostatnio zmieniony przez cantos 2014-10-27, 21:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Gązo

Dołączył: 13 Paź 2014
Posty: 10
Wysłany: 2014-10-28, 19:05   Wtorek [Cytuj]

WTOREK

Kuźnica.

Wcześnie rano budzi mnie klekot. Chyba diesla. Wychodzę na pokład - to kuter wchodzi do portu. Szybko więc szukam “zarobionej” wczoraj półlitrówki i pędzę na miejsce, gdzie rybak przymierza się do zacumowania. Po zapoznaniu się z asortymentem, po długim namyśle wybieram... węgorza. Tak! Węgorza! Zawsze myślałem, że węgorz jest rybą słodkowodną, a tu proszę! Człowiek uczy się przez całe życie i głupi umiera. Dokonuję więc wymiany barterowej i wracam radośnie ze zdobyczą na jacht. Dziś śniadanie przygotowuję ja - zaserwuję Bałtyckiego Węgorza a'la Gązo, smażonego na maśle. :-)

Wczorajsza prognoza pogody potwierdza się i po wietrznej nocy, wtorkowy ranek wita nas flautą. Jaca sprawdził, że tak ma być przez cały dzień, a więc dzisiaj przerwa od kajta.

Od kajta może tak, ale nie od pływania! :)
Po zakosztowaniu kuźnickich natrysków i “Węgorza a’la Gązo”, któremu nie udało się zwiać z patelni, oddajemy cumy i planujemy zwiedzić Półwysep od strony wody. Nie ma więc na co czekać - płyniemy.
Tym razem ja prowadzę. Oj, będzie się działo! :-D

Moje podniecenie prowadzeniem łodzi nie trwa jednak zbyt długo, gdyż tuż po wyjściu z Kuźnicy napotykamy się na dwa osobniki płci damsko-męskiej, bawiące się tuż obok toru podejściowego, na płytkiej wodzie, w ciąganie deski wakeboardowej za skuterem. Dziewczyna na desce radzi sobie doskonale, wzbudzając achy i ochy wśród (męskiej części) naszej załogi. Podpływamy do pary i po krótkiej pogaduszce zapraszamy ich na pokład, na chwileczkę wytchnienia i mały “poczęstunek”.

Kolega w miłym geście rewanżuje się “pociągnięciem” mnie i Jacy na łejku. Przy mojej masie i rozmiarze stopy ciężko jest mi najpierw założyć, a potem wystartować na małej desce z różowymi wiązaniami, ale już po kilku próbach startu w końcu sunę na powierzchni z niebotyczną wręcz prędkością, nieśmiało ćwicząc 180ki, czy jak tam inaczej te moje MEGA TRICKI się nazywają. Za to Jaca wychodzi z wody za pierwszym razem i od razu pokazuje “raleya”, choć fala od skutera do tego celu jest chyba trochę mała…

Kiedy wypaliliśmy już ze 300 litrów paliwa albo i więcej :-) żegnamy się z nowymi znajomymi i ruszamy w dalszą drogę.

Znowu ja prowadzę! :-D

Zręcznie wychodzę na zewnętrzną część Zatoki Puckiej (też mi zręcznie - tor szeroki na oko na pięćdziesiąt metrów), tafla wody wciąż płaściutka niczym lustro. Zgodnie z zaleceniem Jacy odbijam bardziej na południe, by lewą burtą ominąć łachy mielizn przy Jastarni. Jest i kardynałka. Tuż za nią jakieś ruiny.

Mijam budynki starych torpedowni - Jaca mówi, że ktoś kiedyś miał pomyśł, aby w jednej z nich zrobić knajpę. Taką z dowożeniem klientów małymi łódkami.

Słońce praży, wiatru brak, dziewczyny opalają się na decku, Megi czyta książkę, a GPS pokazuje prędkość w granicach 5 węzłów. Po lewej burcie zostawiamy obszar zabroniony dla żeglugi - kwaterę prezydencką w Juracie. W pewnym momencie odnoszę nawet wrażenie, że Bronek do nas macha!

I w taki oto leniwy sposób docieramy w końcu do samiutkiego koniuszka wycieczki - Helu. W porcie jest sporo wolnego miejsca, aczkolwiek wiele y-bomów jest okupowanych. Manewruję więc ostrożnie, co w sumie nie okazuje się takie trudne, skoro bez pomocy udaje mi się stanąc tyłem, na jajeczko, w y-bomach. Załoga stojącego obok nas jachtu żaglowego na niemieckich blachach przygląda się manewrom, wymieniami z nowymi sąsiadami okrzyki “Tschüss!” i już po chwili serdecznie wita nas Pan Pięć Złotych. To pierwsza opłata parkingowa podczas tego pobytu na Półwyspie.

Podłączamy jacht do prądu, bierzemy rowery i tym razem nimi udajemy się “na miasto” - w końcu po coś je wypożyczyliśmy. Jedziemy oczywiście na rybkę. Tym razem wszyscy bierzemy smażoną flądrę z frytkami, surówkami i czymś do zwilżania. Po drodze zaliczamy osławione fokarium, zwiedzamy bunkry, armaty i inne pozostałości na terenach wojskowych, na krańcu cypla. Wieczorem na dobre kotwiczymy w Morganie i przy dźwiękach gitary na żywo degustujemy lokalne specjały.


Po powrocie na jacht staje się rzecz nieoczekiwana. Otóż siedzimy sobie w naszym cieplutkim kokpicie, gadamy i sączymy to i owo, jednym słowem prowadzimy proste, chłopskie życie. W pewnym momencie z daleka widzimy kroczącego radosnym krokiem sąsiada, wracającego na jacht z czarno-czerwono-żółtą banderą, który wydaje się być wyraźnie zmęczony trudami ciężkiego, marynarskiego życia w Polsce. A że wilgoć w powietrzu osadziła kropelki wody na kładce, to nieszczęśnik poślizgnął się podczas wchodzenia na jacht i runął do wody. Całe szczęście, że przytomnie rzuciłem się na pomoc i wyciągnąłem niedoszłego topielca z powrotem na keję. Ot, wtorkowy bohater!

Houseboatem na podbój wtorek.jpg
Plik ściągnięto 127 raz(y) 157,29 KB

Ostatnio zmieniony przez Gązo 2014-10-28, 19:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
funyo

Pomógł: 137 razy
Dołączył: 18 Gru 2011
Posty: 5404
Skąd: Giżycko
Wysłany: 2014-10-28, 20:15    [Cytuj]

Ooo, ten wydruk z GPS-a jeszcze dokładniejszy, widać nawet jakim skuterem pływaliście ;-) :mrgreen:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

MAZURY INFO PL - KONTAKT

| strona główna | internet | o serwisie |
(C) 2008 Copyright by mazury.info.pl

CZARTER JACHTÓW NA MAZURACH NOCLEGI NA MAZURACH