Forum MAZURY.INFO.PL
założone 15 maja 2008r.

Remonty, patenty, ulepszenia - Dla zamykających jachty na kłódkę... [film]

mazury.info.pl - 2016-03-19, 12:40
Temat postu: Dla zamykających jachty na kłódkę... [film]
Dzięki takim filmikom (mającym w internecie po kilkanaście milionów odsłon) kłódki nie stanowią już zabezpieczenia jachtu przed penetracją wnętrza przez osoby nieuprawnione.



Do sezonu jest jeszcze trochę czasu. Warto przemyśleć bardziej skuteczne zamknięcie.

szuwarek13 - 2016-03-19, 13:03

Powiem tak - tego sposobu nie testowałem ;-) wydaje mi się jednak że jest dobry na tego typu kłódki , tzn. na tą Chińszczyznę z jakiegoś tam stopu , nie wiem co to za materiał , ale na pewno to nie jest stal ;-) Na każdy zamek jest sposób , wystarczy popatrzeć na YT (lock pick) Mam kolegę który w Grecji pracował jako ''klucznik'' otwierał zatrzaśnięte samochody , mieszkania itd. pokazał mi sposób na wejście do mieszkania czy piwnicy w przypadku zgubienia kluczy - przeważnie taki zamek się rozwierca , on za pomocą klucza płaskiej 10ki taką wkładkę po prostu łamał , szło to szybciej jak rozwiercenie :mrgreen:
Tobo - 2016-03-19, 16:39

Dla cennego ładunku dziurę w burcie złodziej może zrobić - w laminacie to chyba nie problem.
Znam jeden przypadek, gdzie do sklepu włam był przez tylną ścianę - ocieplenie ze styropianu - ściana z pustaka - nie zajęło zbyt długo wydrapanie dziury i wyniesienie towaru.

mario830 - 2017-10-29, 21:30

Wiadomo.Zamknięcie jest czysto "psychologiczne".Monitoring jest właściwym odstraszaczem,tak myślę ☺
Luke - 2017-10-30, 10:06

Kiedyś zdarzyło mi się pływać na jachcie wartym ok. 10 mln zł. Miał zamknięcie suwklapy, takie jak na naszych Mazurskich łódkach i tak samo się do niego wchodziło - bez klucza :-D Wystarczyło trochę podnieść suwklapę i zeskakiwało z zamka. Śmieliśmy się, że do samochodu za kilkadziesiąt tys. zł zakłada się alarmy, immobilizery itp, a na jacht za 10 mln wchodzi się bez problemu... :mrgreen:
mazury.info.pl - 2017-10-30, 10:19

Najnowoczesniejsze samochody otwiera sie obecnie bez problemu... na "walizkę" (wzmacnacz sygnału oryginalnego pilota). Zajmuje to kilkanaście sekund. Walizkę stawiasz w poblizu oryginalnego pilota - np przy oknie, gdy wlasciciel śpi w domu... i pociągasz za klamkę drzwi w samochodzie. System samochodu "czując" próbę otwarcia samochódu "szuka" kluczyka w pobliżu. Wzmacniacz dostarcza oryginalny sygnał. Wsiadasz i odjeżdżasz.
Luke - 2017-10-30, 10:34

Tak, napisz jeszcze gdzie kupić taki wzmacniacz...
A tak na prawdę, to nie w każdym przypadku jest to takie proste, wbrew pozorom sporo ludzi o tym wie i ich samochodami nie da się tak prosto odjechać.

mazury.info.pl - 2017-10-30, 11:27

Kto chce ten znajdzie. W dobie internetu to nie jest wiedza tajemna. :-P
Emill`76 - 2017-10-30, 12:04

Dlatego najskuteczniejsze zabezpieczenia, to rozwiązania nie standardowe - przy odrobinie smykałki , każdy może zrobić samodzielnie ...
Kolega przykładowo , wstawił na wiązce idącej do komputera , przełącznik ... rozłączający 2 piny , bez których uruchomienie auta nie jest możliwe . Przełącznik oczywiście odpowiednio ukryty ... Złodziej musiałby przyjechać lawetą , by ukraść to auto ...

mazury.info.pl - 2017-10-30, 12:10

Pewnym rozwiązaniem jest również nie kupowanie niemieckich samochodów... sle to temat na inną dyskusję. :-P

Wracając do tematu. Swoją łódź monitoruję elektronicznie, dzięki temu wiem nie tylko gdzie aktualnie się znajduje, a nawet kto i kiedy się koło niej kręci. :mrgreen:

plitkin - 2017-10-30, 14:06

mazury.info.pl napisał/a:
Pewnym rozwiązaniem jest również nie kupowanie niemieckich samochodów... sle to temat na inną dyskusję. :-P :


Statystyki kradziezy wskazuja na to, ze auta azjatyckie rowniez sa kradzione. nalezy wiec kupowac auta rosyjskie! Tych nie ma w statystykach kradzieży!

Tobo - 2017-10-30, 19:12

Miałem rosyjską terenówkę. Dwa razy. Teraz jak żona narzeka na aktualne auto to ją straszę - nie marudź, bo nivę kupię ;-)
artiosso - 2017-10-30, 19:36

Tobo napisał/a:
Miałem rosyjską terenówkę. Dwa razy. Teraz jak żona narzeka na aktualne auto to ją straszę - nie marudź, bo nivę kupię ;-)


Lada Niva, to był strzał w 10. Prekursor miniSUV-ów.
W latach początków produkcji auto wyprzedzało swoje czasy.

Tobo - 2017-10-30, 19:40

artiosso napisał/a:
Tobo napisał/a:
Miałem rosyjską terenówkę. Dwa razy. Teraz jak żona narzeka na aktualne auto to ją straszę - nie marudź, bo nivę kupię ;-)


Lada Niva, to był strzał w 10. Prekursor miniSUV-ów.
W latach początków produkcji auto wyprzedzało swoje czasy.
- taaaak, a awaryjność z każdego zrobi mechanika ;-)
artiosso - 2017-10-30, 19:41

Tobo napisał/a:
artiosso napisał/a:
Tobo napisał/a:
Miałem rosyjską terenówkę. Dwa razy. Teraz jak żona narzeka na aktualne auto to ją straszę - nie marudź, bo nivę kupię ;-)


Lada Niva, to był strzał w 10. Prekursor miniSUV-ów.
W latach początków produkcji auto wyprzedzało swoje czasy.
- taaaak, a awaryjność z każdego zrobi mechanika ;-)



Oj tam, oj tam . Na pewno dałeś radę :-)

Tobo - 2017-10-30, 19:48

Długo by opisywać ilość, rodzaj i "zaskakującość" awarii... W terenie fajnie dawała radę i to koniec zalet ;-)
extant - 2017-10-31, 09:38

Tobo napisał/a:
... W terenie fajnie dawała radę i to koniec zalet ;-)

To prawda w terenie "jakotako", ale za to przekroczenie Nivą, która sporo jeździła w terenie, 80 km/h na asfalcie to dopiero było przeżycie ! ;-) :mrgreen:

don alonso - 2017-10-31, 10:06

Zamykanie jachtu na kódkę trochę nez sensu. Do czego ta kłódka ma być przyczepiona?
Taki wymóg spowodował u mnie zmianę ubezpieczyciela.
Na marginesie w Niemczech notuje się około 1000 kradzieży związanych z uprawianiem żeglarstwa. Głównie są to silniki przyczepne i łódki wędkarskie, ale zdarzają się też i kradzieże większych jachtów. Ostatni skradziono Voyagera 850 i szczęśliwie odnalziono.
Skuteczność policji, chyba podobnie jak i w Polsce jest żadna. Co zastaniawia, np. w tym roku skradziono jacht pełnomorski.....

Schlag - 2018-02-13, 16:09

Większość zamków na naszych jachtach, jest czysto iluzoryczna i właściwie nie zabezpiecza przed niczym, poza przypadkowym otwarciem.
Luke - 2018-02-13, 16:13

Jak jeszcze stacjonowałem u Edka (Bogdana), to sąsiad z pomostu przypinał chyba sasankę łańcuchem i kłódką do pomostu. Wtedy pukałem się w czoło, aż kiedyś doczytałem o warunkach ubezpieczenia jachtu... I wtedy też puknąłem się w czoło... :D
zenek - 2018-02-13, 19:51

Luke napisał/a:
Jak jeszcze stacjonowałem u Edka (Bogdana), to sąsiad z pomostu przypinał chyba sasankę łańcuchem i kłódką do pomostu.
Silnik do łódki też można łańcuchem przypiąć :-P
Luke - 2018-02-13, 21:02

zenek napisał/a:
Silnik do łódki też można łańcuchem przypiąć :-P

Się śmiejesz... Ja też mam przypięty, tyle że nie łańcuchem, a linką stalową od roweru. Spełnia 2 funkcje: antykradzieżową i antyutopieniową :D

najmita - 2018-02-13, 21:08

Luke napisał/a:
zenek napisał/a:
Silnik do łódki też można łańcuchem przypiąć :-P

Się śmiejesz... Ja też mam przypięty, tyle że nie łańcuchem, a linką stalową od roweru. Spełnia 2 funkcje: antykradzieżową i antyutopieniową :D


Ale przypatrzyłeś się fotce? :mrgreen:

Adam Żyszkowski - 2018-02-13, 21:20

Grubaśny, hartowany łańcuch (pomijając sposób zapięcia ze zdjęcia :mrgreen: ) ma dwie zalety:
- obudzi załogę śpiącą w jachcie - ruszenie łańcucha powoduje niezły hurgot w środku :-)
- zniechęci potencjalnego złodzieja, ten pójdzie szukać łatwiejszego łupu.

Jeżeli złodziej się uprze to i tak ukradnie. Najprędzej w pustego jachtu stojącego w porcie i czekającego na załogę.

najmita - 2018-02-13, 21:36

Widywałem wiele łódek przypiętych łańcuchem do pomostu, a wynikało to z warunków umowy ubezpieczenia (jak już wyżej napisano).
Kswitalski - 2018-02-13, 23:16

Czyli najlepiej jest obwiesić jacht dzwonkami i dzwoneczkami, które obudzą załogę przy najmniejszych oznakach ruchu?
mazury.info.pl - 2018-02-13, 23:19

Najbezpieczniej jest stawać w chronionym porcie. Z monitoringiem, sanitariatami i uzbrojonymi ochroniarzami. 8-)
robarek - 2018-02-14, 08:08

Najbezpieczniej jest nie mieć jachtu :-P
Emill`76 - 2018-02-14, 10:46

Faktycznie... temat na czasie . Tyle włamań i kradzieży na szlaku, że trza w łańcuchy i alarmy inwestować ..... ;-)
bronek - 2018-02-14, 21:13

zenek napisał/a:
Luke napisał/a:
Jak jeszcze stacjonowałem u Edka (Bogdana), to sąsiad z pomostu przypinał chyba sasankę łańcuchem i kłódką do pomostu.
Silnik do łódki też można łańcuchem przypiąć :-P


że tak zapytam -do czego służy ta rura?

juzekp - 2018-02-14, 22:18

bronek napisał/a:
... że tak zapytam -do czego służy ta rura?

Do przypinania łańcucha od silnika :mrgreen: :-/ :lol:

mazury.info.pl - 2018-02-14, 22:30

To zdjęcie to tzw. internetowy "fejk". 8-) Robiony dla uzyskania "poklasku". :lol:
plitkin - 2018-02-15, 08:05

Nie rozumiem dlaczego czepiliscie się tej rury? Przypięcie silnika jest skuteczne. Sam fakt przypięcia wynika zapewne z patologii ubezpieczeniowej lub patologii realiów. A rura została wykorzystana do tej funkcji przy okazji. Służy zapewne do spinania czegoś, np. wiatraka lub stelaża na solary. Może jakiegoś namiotu. O co się czepianie dokładnie, bo mam wrażenie, że o swoją nieuwagę?
piotrw - 2018-02-20, 16:06

Tutaj najsłabszym ogniwem może być kłódka, której fragment widać koło rury. Mój sąsiad też miał zabezpieczenie na kłódkę z popularnym "patentem" do blokady śrub mocujących silnik na desce pantografu.
Finał był taki, że w środku sezonu ukradli mu nowiutki silnik, a ten patent leżał w wodzie w porcie przy rufie jachtu.
Sam stosuję taką grubą plecioną linkę motocyklową z zamkiem. Nie dzwoni jak łańcuch czy kłódka z patentem. Nie wiem tylko ja długo wytrzyma sam zamek z powodu wilgoci.

piotrb - 2018-03-05, 08:56

Po 14 latach odzyskał skradziony na Jezioraku jacht.

Historia, którą opowiedział nam Adam Mijas jest niewiarygodna, a jednak wydarzyła się naprawdę. Po 14 latach odzyskał on skradziony jacht, ale zanim do tego doszło stoczył 4-letnią batalię w sądzie. W lutym tego roku uprawomocniło się orzeczenie sądu, z którego wynika, że jego Tes 678 BT wrócił definitywnie do domu.
Do tej zuchwałej kradzieży doszło w 2004 roku na Jezioraku. Piękny, sześcioosobowy jacht Tes 678 BT wybudował własnoręcznie Adam Mijas, w tamtym czasie młody chłopak, który dopiero rozpoczynał działalność w branży. To była praca na zlecenie dla pierwszego klienta. Po 2 latach owy klient chciał odsprzedać żaglówkę, a kupcem okazał się pan Adam, jej wykonawca. Umówili się na ratalną spłatę. Łódka warta była wtedy 55 tysięcy złotych. Pan Adam wspólnie z żoną był w trakcie budowy domu i właściwie rozpoczynał swoje dorosłe życie. To był pierwszy jego jacht, który otrzymał imię Dana (na cześć mamy pana Adama). Jacht poszedł w czarter. Długo to niestety nie trwało, bo do kradzieży doszło już przy drugim czarterze.

To było w maju. Dostałem telefon od studenta, który chciał wynająć żaglówkę na dwa tygodnie, jeszcze na maj. Miał być z kolegą – wspomina pan Adam. — Zgodziłem się bez wahania. Rozmowa była zwyczajna, wymieniliśmy się kontaktem, wpłacili zaliczkę, nie było niczego, co wzbudziłoby cień wątpliwości. Na miejscu też nic nadzwyczajnego, wyglądali na normalnych studentów, pokazali dowody osobiste, patenty – wszystko grało. Jedna rzecz jednak mnie wtedy leciutko zaniepokoiła, ponieważ nie przyjechali oni samochodem tylko pociągiem, z tymi wszystkimi tobołami. Jak klient przyjeżdża autem i je zostawia na podwórku na czas rejsu, to człowiek czuje się jednak pewniej. Poza tym do głowy mi nie przyszło, że może być coś nie tak. Powiedzieli, że przyjadą do nich dziewczyny, co też jakoś uśpiło moją czujność. Byłem z nimi w kontakcie telefonicznym, mało tego, raz nawet do nich podpłynąłem do Chmielówki, chcieli żebym coś zamontował w jachcie. Byli już z dziewczynami, bawili się. Rozmawialiśmy chwilę, pytałem, czy płyną w kanały, a oni na to, że nie, że tylko po Jezioraku popływają. I się pożegnaliśmy. Potem dowiedziałem się od świadków, że dosłownie parę chwil po mojej wizycie, złożyli maszt i ruszyli na Elbląg.

Minęły dwa tygodnie i jacht powinien wrócić na przystań, niestety tak się nie stało. Pan Adam telefonował do rzekomych studentów, ale nikt nie odbierał. Tego wieczora, a właściwie nocy, bo o 23:00, przyszedł sms od jednego z nich, że był wypadek i jacht zatonął. To wszystko. Byłem w szoku – wspomina pan Adam. — Nie mieściło mi się to w głowie. Te milczące telefony już jednak dały mi do myślenia i czułem, że po prostu łódkę skradziono. Zgłosiłem sprawę na policję. Po trzech miesiącach sprawę umorzono. Zostałem bez jachtu, natomiast z ratami do spłaty za tę jednostkę. Pokomplikowało to wtedy wiele spraw. Musiałem sprzedać działkę, z rozpoczętą budową domu. Co ciekawe, raz policja wpadła na trop jednego z tych chłopaków w Poznaniu, został zatrzymany w knajpie. Ale w drodze na komendę, podczas przystanku na trasie, uciekł. I tyle w sprawie złodziei. Pan Adam ma jednak świadomość, ze rzekomi studenci działali na zlecenie kogoś zupełnie innego, po prostu zlecono im tę kradzież.

Mijały lata. Firma pana Adama rozwinęła się. W tym czasie zbudował wiele jednostek – żaglowych, motorowych, dużych i małych. Dziś żaglówka w pracowni pana Adama ta najmniej kosztowna jest warta 70 tysięcy złotych, granicy ceny górnej praktycznie nie ma. Zatem pan Adam świetnie sobie poradził, a o swoim pierwszym jachcie może nie zapomniał, ale na pewno sobie odpuścił.

Aż tu nagle 28 sierpnia 2014 roku (minęły wtedy dokładnie 10 lat i dwa tygodnie) i stało się coś niesłychanego, co najpewniej było dziełem przypadku. Do przystani Skarbek w Iławie przyjeżdża młody człowiek, przedstawia się jako właściciel niemieckiego jachtu (poinformował, że przyjechał z Berlina) i prosi o pomoc Tadeusza Śwista, właściciela. Jednostka miała być zwodowana i potrzebowała drobnych napraw, po czym miała ruszyć w rejs po Jezioraku. Tadeusz Świst kiedy tylko wszedł na jacht z miejsca zorientował się, że to robota Adama Mijasa. Nie przyszło mu jednak wtedy do głowy, ze to mógł być skradziony przed laty jacht. Początkowo powiedział, że nie ma czasu, ale kolega z Kwir na pewno tę sprawę załatwi.
- Tadeusz dzwonił do mnie i powiedział, że jadą do mnie właściciele łódki mojej roboty i że przyjechali z Niemiec. Już mnie to zastanowiło... Tak się złożyło, że nie było mnie na miejscu – mówi pan Adam. — Wrócili na Skarbek. Zadzwoniłem do Tadeusza i spytałem o kabestany, bo były charakterystyczne. Kiedy mi odpowiedział już wiedziałem, że to Dana, moja łódka skradziona w 2004 roku. Jednostka trafiła na wózek i przyjechała do mnie.

No i się zaczęło. Pan Adam bez wahania rozpoznał swój jacht. Prawdopodobnie łódka przeleżał gdzieś w hangarze przez lata, bo praktycznie była niezniszczony. Nic nie zmieniono, poza nazwą. Najbardziej charakterystyczne okazały się kabestany, które rozpoznałbym wszędzie - mówi pan Adam.

Żaglówka przyjechała do Kwir, zdjęto ją z wózka, żeby była pewność, że nie odjedzie. Wcześniej pan Adam powiadomił już policję, że odnalazł się jacht ukradziony 10 lat temu. Policja przyjechała szybko, dokonała formalności, sporządziła notatkę z całej sytuacji. Uznano, że faktycznie jacht był 10 lat temu skradziony i właśnie trafił z powrotem do właściciela.

Wielkie było zdziwienie młodego chłopaka, rzekomego nowego właściciela jachtu, całym zajściem. Fakt, że przyjechał akurat na Jeziorak, jest po prostu przypadkiem. Gdyby prosił o pomoc w Giżycku czy gdziekolwiek indziej, życie toczyłoby się spokojnie dalej.
- Nowy właściciel był autentycznie w szoku – wspomina pan Adam. — Powiedział, że jacht dostał w prezencie od wuja w Niemczech i miał nim odbyć podróż poślubną. Posiadał dokumenty niemieckie. W jego papierach żaglówka nazywała się CrescentMar, co ma znaczenie w kontekście kolejnych zdarzeń.
Dziś w każdej jednostce wpuszczonej na rynek polski wyryty jest jej numer kadłuba, ale w 2004 roku tego się jeszcze w Polsce nie robiło.

Skończyło się na tym, że policja jacht zarekwirowała i pozostawiła w depozycie w firmie pan Adama. Na tym jednak nie koniec. Młody właściciel postanowił zawalczyć o rzekomo swoją własność. Wniósł do sądu cywilnego sprawę o zawłaszczenie mienia przez Adama Mijasa. Proces trwał w sumie 4 lata lata i początkowo zakończył się niekorzystnie dla pana Adama. Sąd uznał, że prawowitym właścicielem jest młody człowiek, który przywiózł żaglówkę na Jeziorak, a nie pan Mijas. Sąd Okręgowy miał jednak odmienne zdanie w tym temacie. Uznano, że roszczenie jest zupełnie bezzasadne, gdyż mężczyzna ten domagał się zwrotu jachtu pod nazwą CrescentMar, a w hangarze u pana Adama był przecież jacht Tes 678 BT.
— Uznano, ze człowiek ten w ogóle nie miał prawa mnie pozwać, bo o inną ruchomość mu chodzi i nie jest to jacht typu Tes, który znajduje się w depozycie sądowym – wspomina pan Adam. — Orzeczenie sądu uprawomocniło się na początku lutego tego roku. Takim sposobem żaglówka wrócił do domu i można powiedzieć, że nastąpił nieoczekiwanie przyjemny finał.

Gazeta Iławska

mazury.info.pl - 2018-03-05, 09:24

No a co ze złodziejem? Namierzyli?
piotrb - 2018-03-05, 09:35

Wszystko co było na ten temat to wkleiłem, też jestem ciekawy dalszych losów złodziei, tym bardziej że jednego Policja złapała ale im uciekł :shock:
mazury.info.pl - 2018-03-05, 10:10

Nie chodzi mi o płotki, tylko o zleceniodawcę.
piotrb - 2018-03-05, 10:50

Osobiście nic więcej nie wiem na ten temat niż to co jest napisane w artykule.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group